Thursday, August 21, 2014

góry znów / mountains again

relaks relaks and relaks

w drodze nad morze / on the way to a beach

miasto skalne2 i uzdrowisko / rock city and health spa

z gór do uzdrowiska / on the way to health spa

Aż szkoda było opuszczać przepiękne góry,  ale czas w drogę,  tym razem do gruzińskiego uzdrowiska - Borjomi. Po drodze parę atrakcji,  ale najpierw trzeba zjechać z gór.  Tą samą drogą co w górę ale tym razem pogoda nam dopisała i cuda wianki - widoki dech zapierające. Po drodze napotkalismy na całkiem dziwaczny obiekt - niby punkt widokowy, niby amfiteatr, a na pewno z czasów pro - rosyjskich. Zatrzymaliśmy się na chwilę by popodziwiac widoki i tego wielkiego nie pasującego do krajobrazu dziwolaga.
Udaliśmy się do Gori,  miejsca urodzin Stalina. Niestety problemy żołądkowe nam dokuczaly i chyba dziś był dzień kulminacyjny, wiec expresowe zwiedzanko i w drogę.  Mimo, że hotel nam się marzył to po drodze czekał nas jeszcze jeden postój - Uplistsikhe,  największe miasto skalne na terenie Gruzji. Żar się lał z nieba, ale po prostu nie mogliśmy takiej okazji ominąć. I było warto. Widoki piękne, pustynne i niesamowite uczucie powrotu do przeszłości.
Zmęczeni lecz szczęśliwi udaliśmy się do hotelu na odpoczynek - Borjomi, znanego uzdrowiska.

Sunday, August 17, 2014

Kazbegi cud natury / Kazbegi - what nature has to offer

Wczorajsza podróż zakończyła się szarowka wiec niewiele na było dane zobaczyć. Ale za to poranek był przecudny.  Musiało padać całą noc bo po ciemnych chmurach nie zostało ani śladu.  Tak więc planów nie musieliśmy zmieniać.
Pierwszy punkt programu, a także i sprawdzian  dla naszego czworo - koła był wjazd do cerkwi i klasztoru - Cminda Sameba położonego na wzgórzu z przepięknym widokiem  na całe Kazbegi. Droga typowo górska, osobiście nie na samochód, ale daliśmy rade. Znaczy połowę przejechane, mniejsza połowę piechotką (bo nerwy wysiadly).
Widoki cudowne, kościółek jak kościółek, ilość zwiedzających - zbyt duża.
Droga w dół. W planach była dolina Truso, ale się pozmieniało.  Przejechaliśmy się do granicy z Rosją - licznie uczeszczanej, a potem do doliny Juta - poleconej nam w biurze podrozy (?!). Tak jak obiecane, widoki piękne i zdała od cywilizacji. Ale droga do nich - strach za pan brat.
Po tylu emocjach wieczorem czekała nas zasłużona degustacja gruzińskiego wina i gruzińskiej kuchni.

Wednesday, August 13, 2014

w drodze w góry - Kazbegi / on the way to Kazbegi

Ranek przyszedł z dreszczem emocji, jako że dziś odbieralismy nasz pojazd i wyruszalismy w drogę w nieznaną nam jeszcze Gruzję.  Mieliśmy małą próbkę tego co czeka nas na drodze - podróż taksówką z lotniska - i musze powiedzieć,  że panika w oczach. Ale w końcu na to się pisaliśmy,  wiec w drogę.
Wyjazd z Tbilisi nie był łatwy. Drogi koszmarne, oznakowanie chyba do czegoś innego, jeśli chodzi o ronda to ja jak i inni uczestnicy ruchu nie mamy pojęcia o co chodzi. Wiec krążylismy i krążylismy. Ale najgorsze to gruziński sposób jazdy - pojęcie pasa ruchu jest im obce, pojęcie trzymania się własnego pasa to w ogóle czarna magia, używanie kierunkowskazów,  myślę że chyba się po prostu boją.  Strach w oczach. Ale po trudach i znojach udało nam się wydostać z Tbilisi.
Pierwszy postój - Mtskheta, gdzie mieliśmy zobaczyć jeden z najważniejszych kościołów w Gruzji - katedrę Sveti Tskhoveli, w której przechowywana jest relikwia Chitonu Chrystusa. Na miejscu naszym oczom ukazał się dobrze zachowany kościółek.  Wszystkie (nieliczne) znaki nas do niego zaprowadzily,  wiec logiczna konkluzja - to to. Trochę zawiedzeni bo kościółek stary ale mały i taki zwyczajny. Szybkie zwiedzanko i w dalszą drogę.  Coś nas jednak tchnelo, żeby się przejechać dookoła miasteczka i ujrzelismy to po co tu tak na prawdę przyjechaliśmy - olbrzymią katedrę. Ta nas nie zawiodła.
I w drogę do Kazbegi z przerwą nad lauzurowym jeziorem Zinwali połączoną ze zwiedzaniem twierdzy Ananuri.  Prawda jest taka, że kościołkow i twierdz i starych ruin w Gruzji jest na pęczki. Zwiedzić ich wszystkich nie sposób bo trzeba by było zatrzymywać się co 5 minut. Wiele z nich umiejscowionych jest na wzgórzach wiec tylko 4x4 może tam dotrzeć - czyli nasza kobylka jak najbardziej może.
Po dwóch postojach czas i pogoda nas goniły.  Czas - bo jechaliśmy w góry,  a na wielu stronach o Gruzji czytaliśmy, że trzeba unikać podróży po zmroku, pogoda - zaczynało padać,  a szare chmury nadciągaly szybko.
Tak więc reszta drogi choć z pięknymi widokami nastawiona była na jazdę do celu - Kazbegi.

opuscilismy Tbilisi by móc powrócić znów / We left Tbilisi to return again

Spędziliśmy cały jakże upalny dzień na zwiedzaniu Tbilisi. Niezbyt ochoczo nam to przyszlo bo dopadlo nas zoladkowe oslabienie. Wiec dokladnie rzecz ujmujac skupilismy sie na zobaczeniu tego co mogliśmy, bo   poddać się  nie chcieliśmy ani dnia zmarnować nie wypadało. Wiec  powoli, spokojnie udaliśmy się na stare miasto. Dziękować bogom, że nie jest ono dużo i wszędzie spacerkiem dało się dojść, tudzież dało się wjechać kolejką. Ja byłam trochę nie przygotowana bo zapomniałam szalik,  a tu bez nakrycia głowy ani rusz - do kościoła nie wejdziesz. Ale zakupiłam takowy i kolejne kościoły na naszej drodze zostały przeze mnie zaliczone - koniec paniki. Do hotelu powrócilismy juz taksówką bo sił zabrakło i resztę dnia spędziliśmy zasłużenie na odpoczywaj i zbieraniu sił na kolejny dzień,  bo kolejny dzień już w drodze.

Whole day we spent on sightseeing in Tbilisi. We follow a walk recommended on many websites but with a twist - started at the end and finished at the start. But it was worth it. The only minus - hot hot hot. It was too hot for our liking and zero clouds so we could really feel the sun. But the old part of Tbilisi (one worth seeing) is not too big so easily we could get everywhere on foot and stop as many time as we pleased. To the hotel we returned by taxi - madness. I am not sure if we paying them to get at to our desired destination or for a roller coaster experience. Anyway the evening we spent on resting and preparing ourselves for a road...

Our hotel

 Just joking :)










Sunday, August 10, 2014

...:: pierwszy dzień za nami/first day behind us::...

...::dolecielismy do całkiem pustego lotniska międzynarodowego - tylko nasz i jeszcze jeden samolot. Trochę to dziwne, jako że to lotnisko międzynarodowe.  Osobiście mi to nie przeszkadza - mniej ludzi, mniej przepychanki i kolejek. Szybko odebralismy bagaże i w odrodzenie do hotelu. I tu miła niespodzianka. Nie wiem czemu ale nie spodziewałam się rewelacji, a tu proszę - sauna, fitness, basen i wszystko do naszej dyspozycji. Pokój tez bardzo przytulny,  nie za duży ale nie planowaliśmy spędzać w nim zbyt wiele czasu. Tak więc jeśli łóżko wygodne i ciepły prysznic jest, to full wypas. Muszę tu napomknac ze do hotelu dotarliśmy taksówką - strach w oczach. Jeżdżą tu jak wariaci! Nie znają pojęcia pasa ruchu, chyba nie ma tu limitu szybkości,  klaksonu używają tu do poganiania co wolniejszy,  a pojęcia hamowania/zwalniania/przystosowania i utrzymywania odległości są im kompletnie obce, myślę że nawet o nich nie słyszeli.
Nie czuliśmy się zbytnio zmęczeni,  wiec ruszyliśmy na nasz pierwszy wypad na miasto.
A  miasto cudowne, może trochę niezadbane,  ale widać tu i tam konstrukcje i prace, wiec coś się dzieje.
Od hotelu mieliśmy jakieś 7 minut spacerku do głównej ulicy. Tak więc wszystko blisko jest. Zjedliśmy nasz pierwszy gruziński posiłek i popijalismy go gruziński piwem. Piwo nie rewelacja. Ale w końcu Gruzja słynie z dobrych win,  tak więc trzeba nam się przerzucić na ten trunek.
Pierwszy dzień  zakończyliśmy kilkoma dodatkowymi piwami nad basenem::...

...::we landed safely in Tbilisi early afternoon and as there were no many (only one more plane) arrivals, quickly we were on our way to a hotel. Taxi ride was a bumpy one and literally few times we just escaped the accident. In one word - madness.  It seems like they have no speed limits, they don't know what a lane is and braking is just not quite what they like or know who to do it. But we survived and in one piece we arrived to the hotel. Nice hotel I must say. There were saunę,  fitness, swimming pool and a lovely view over the city.
as we weren't tired, we decided to hit the city and see what it has to offer. Short 7 minutes walk and we reached the main street with all shops and beggars. We as well had our first georgian meal and we drunk our first Georgia beer - not the best one but nice enough and what's more important cold - as cold we needed - 35° it way too hot for us. Back to the hotel and chilling out by the pool. And first day in Georgia behind us::...



 View fro  our balcony




Tuesday, August 5, 2014

...::what's to come::...

This is what's waiting for us in four days -> http://vimeo.com/84458791
I am scared but can't wait at the same time.  Three more days and we are off. At this point I should be able to say that we roughly know where and what we are going to do/see - but I am afraid, I am not. I know where we are going to sleep but the rest is a mistery. For now.
Let's hope that tomorrow I will have a better plan. 

Dla co ciekawych o to link do tego co nas czeka za dni pare->
http://vimeo.com/84458791
Samo ogladanie przyprawilo mnie o gesia skorke i poderwalo z sofy w pewnych momentach. Ale mimo wszystko jakos nie moge sie doczekac. Co prawda pamietajac jazde zboczem gory w USA, nie bylam tego fanem i raczej panika w oczach. Ale jak juz wszystko sie skonczylo to samo przezycie i widoki bylo po prostu warte zachodu. Wiec mam nadzieje ze i tym razem bedzie tak samo.
Trzy dni pozostaly do wylotu i oprocz zarezerwowanych noclegow nie mamy nic. Trasa jeszcze nie ustalona, ani atrakcje niewiadome. No coz, miejmy nadzieje ze w ciagu tych trzech dni cos sie zmieni. A jak nie, to spontan - a jak!

Thursday, July 24, 2014

...:: 2 more weeks::...

So we have it all planned, at least places we are going to stay in. Everything else - we will see. Let's leave it to the faith :) or maybe not. I still have 2 weeks to organise it so we can stick to the plan. Que sera sera

Juz nie mogę się doczekać - 2 tygodnie i będziemy sobie szosowac po nieznanych i mam nadzieje pięknych terenach, które z dnia na dzień będą nam odkrywać swe tajemnice.  A oto poniżej nasz plan na noclegi - jedyna pewna rzecz - jak na razie :)

1) 09/08 Tbilisi
2) 10/08 Tbilisi
3) 11/08 Kazbegi
4) 12/08 Kazbegi
5) 13/08 Borjomi
6) 14/08 Borjomi
7) 15/08 Batumi
8) 16/08 Batumi
9) 17/08 Batumi
10)18/08Batumi
11) 19/08Mestia
12) 20/08Mestia
13) 21/08Tbilisi
14) 22/08Singhaghi
15) 23/08Tbilisi
16) 24/08Tbilisi
17) 25/08--------- flight home

Monday, May 19, 2014

10 months later

It's been 10 months since we came back from USA. And I still can't believe I was there and seen it what I had seen. I was amazing, exciting, sometimes tiring but most of all unforgettable!
Would not change anything it was perfect in its imperfection.

But time to do new plans and this year is GEORGIA the country, not a state in USA.
Georgie which lays in Asia or in Europe, depends how you look at it. I like it both ways.
This time it will be only 15 days but hopefully amazing ones.

We fly on 9th of August and back on 25th. Before that I need to pass an exam so hopefuly this trip will be a cherry on top of my cake.

I wanted to present a map of places we've been to and visited but I am not a master in google maps yet. But hopefully it will change soon.
Meantime have a lovely day and see you on the road...

Wednesday, July 24, 2013

Monday through to Thursday - Las Vegas babe


Personally, one day in Las Vegas would be enough for me. But it was nice to actually have a lie in and unpack for a bit. My favorite casino is New York New York, of course the others are nice too but this one in particular rocked my boat. Of course you have casinos and casinos some poshe were games start from 50cents, other for normal people like us (mean poor but happy) where games start from 5cents - my favorite ones:) i have to say i gambled a lot and sometime if not persuasion of others most likely I would spend there all evening night and day. Fortunately there was someone looking after me. What is nice about gambling? You avoid all the crowd. You sit in front the machine and you can then relax, plus drinks are served there so you dont have to worry about anything - apart from mney - that is the only one thing you should worry in Las Vegas. And it is so easy to lose it all. Luckly I was winning from time to time so the bilance was not so bad at the end of the stay there.
One day we spent on walking along the strip and visiting and gambling in all casinos. It was a long long walk but really nice - stil my favorite casino is New York New York. One evening we went to see David Coperfield - wast of money and time in my opinion. He was bored and didnt really care about the show. All tricks I've seen before - should have gone to see The Circus de Solei. It would be nice to say - next time - but I am not planning to go back there. I can't really understand why people like to go there for stag do's.
Too many people, too expensive and not really my cup of tea.
Anyway it was a nice experience and lets leave it like this. I didn't take much pictures as it was dark all the time for some reason, of course apart from the obvious one that there are no windows in the casinos.
I think I am more outdoor person and places like Las Vegas are not really for me....

Osobiscie jeden dzien w Las Vegas mi by w zupelnosci wystarczyl. Ale nie powiem, bo milo bylo sie rozpakowac i polezec w lozku z mysla, ze dzis nigdzie nie musze sie ruszac. Pierwszy dzien byl powalajacy. Chyba odwyklam od ludzi a tu bylo ich tlumy a tlumy. Normalnie nie bylo sie gdzie ruszyc. Co mnie osobiscie strasznie denerwowalo, no ale coz - moge to dodac do bagazu doswiadczen. Jesli chodzi o casyna to moje ulubione to New York New York - najwiecej tam wygralam:) a reszta jest rozna i przerozniasta i sa te dla bogatych i sa te dla biednych - czyli moje ulubione. Gry nie kosztowaly za duzo wiec moglam grac i grac. Jesli chodzi o bilans zyskow i strat to nie bylo tak zle. Moze na zero nie wyszlam, ale to co bylo przeznaczone na straty, zostalo stracone :)
Drugi dzien spedzilismy na spacerze po Las Vegas - od kasyna do kasyna, mila rozrywka plus ogladnelismy kilka pokazow na zewnatrz, ktore maja za zadanie przyciagnac uwage i zachecic do odwiedzenia w srodku. My i tak mielismy w planach zwiedzanie wszystkiego, wiec nie bylo ciezko nas zachecic do wstapienia w progi.
Jednego wieczora udalismy sie na pokaz magii w wykonaniu slawnego Davida Coperfield'a - jednak sie postarzal. Ogolnie marnie oj marnie bylo. On sam chyba byl juz znudzony robieniem tego samego w dzien w dzien, a poza tym nie zaprezentowal niczego czego bym wczesniej nie widziala. Wiec podsumowywujac, nie zrobilo to na mnie jakiegos wrazenia. A byla opcja zeby pojsc na Circus de Solei. Milo by bylo powiedziec, ze do nastepnego razu, ale nie sadze zeby takowy nastapil, bo nie zamierzam sie tam wybierac - za drogo, za zaludniono, za ciemno i jakos wszystko ZA w negatywnym tego slowa znaczeniu.
Jedyna szkoda ze nastepny punkt programu to powrot - jedyny argument za by w Las Vegas pozostac troche dluzej.


Hoover Dam










Sunday - Grand Canyon

It is a first day were we actually have nothing else planned apart from one atraction - Grand Canyon! Happy day. Breakfast in the hotel and off we go. Flagstaff is not far from GC so we 've booked two nights. Saved us hussle off looking for something. It is quite comforting knowing that we have a place to stay. So relaxed and full of energy we went to explore a big 'hole in the ground'. And actually it is a massive/huge/enormouse (all applied) hole in the ground. It is so surreal that sometime I felt like standing in front of a paiting not real nature. It is thousand of canyons within the canyon. I couldn't quite understand the hugeness of it. We spent there a full eventfull day. We weren't rushing, we were just enjoying. We didn't stay for the sunset but we had a lot to take in anyway. We finished day with a lovely chinese food.


Wielki Kanion i nic wiecej - taki plan na caly dzien. Nie za duzo do jezdzenia i nocleg w tym samym miejscu, wiec czego dusza zapragnienia. A pragnie widokow i widokow i jeszcze raz widokow. Nie wiem jak opisac to uczucie kiedy po raz pierwszy zobaczylam Wielki Kanion. Mozna to chyba porownac kiedy czlowiek po raz pierwszy w zyciu widzi morze, z tym ze do potegi. Generalnie to ja dalej mysle ze ktos po prostu narysowal to cale miejsce, bo wyglada ono tak nierealnie! Ze jest duze, to kazdy wie, ale ja wrecz mysle, ze jest to miejsce jest przeogromnie przeogromniaste. Spedzilam tam caly dzien i dalej oczom nie wierze. Mozg po prostu nie mogl tego przetrawic, ze jak to tak tysiac kanionow w jednym kanionie. OGROM.
Spedzilismy tam caly dzien. Czesc trasy przeslismy, czesc przejechalismy autobusem. Co prawda nie zostalismy tak do zachodu slonca, ale i tak dzien byl pelen niezaomnianych atrakcji. A na koniec chinskie zarcie i zyc nie umierac :)





Saturday - Powell Lake one more time and Antelope National Park

First time we had one day to do whatever we wanted to and nothing was rushing us. We went to Antelope Park first to have this one behind and then just enjoy the time off by the lake. What can I say about the Antelope Park? Beautiful but definitely too crowded and all about taking pictures. We went there thinbking we would enjoy and admire that beautifl canyon and take some pictures if we felt like it. In fact we went there and we were literally forced to take pictures every second. Even guided where and how to take them. What's more there were so many people there was no time to simply enjoy the views. We were rushed or stoppe by other group. It wasn't the nicest experience. It was worth going there but I won't go back again. Once was more than enough. Tired and a bit annoyed we went to the lake. It was crowded too but it was understandable as it was hot. We had a lunch there and we swam in the lake. It was what we had needed. The day we finished in Flagstaff and the storm was chasing us.

Na dzis mielismy zaplanowane tylko dwie rzeczy - zobaczyc 'Wawoz Antylopy' i poodpoczywac troche wiecej nad jeziorem. A potem w droge w kierunku Wilkiego Wawozu (Grand Canyon). I to by bylo na tyle. Ja strasznie nie moglam doczekac sie tego pierwszego, jako ze w Internecie widzialam wiele nieziemskich zdjec stamtad.I nie zawiodlam sie co do zdjec jakie stamtad posiadam. Wawoz nie za wielki - cos ponad mile. Przeludniony ze ho ho. Wjechac tam mozna tylko za oplata i z przewodnikiem. A przewodnik po to, zeby mowic jak i gdzie robic zdjecia. Osobiscie mi sie to nie podobalo. Ja chcialam nacieszyc me oczy widokami, a bylam wrecz zmuszana do robienia zdjec. Nie poprawial sytuacji fakt, ze kanion byl strasznie przeludniony wic poruszac swobodie sie tam nie dalo. Sama nie wiem czy warto czy nie warto bylo tam byc. Zdjecia na pewno sie udaly, ale nie jest to miejsce do ktorego powroce. Zmeczeni udalismy sie nad jezioro. Zjedlismy lunch i wykompalismy sie w niebieskiej wodzie. Odpoczelismy i znow w droge. Dzien zakonczylismy w Flagstaff - miasteczka nalezacego do slynnej Route '66'.








and more



Friday, July 19, 2013

Friday - Zion National Park and Powell Lake

Today we wake up very early - 8.33am we were setting off. We didn't know where exactly we were going and were was an entrance to the Zion Park. We weren't far to the North entrance but what we wanted to do was the south one - the most popular one. And now I know why - Beautiful, amazing, astonishing, pictureque, wonderful - my personal number one. I am definitely coming back. I had my hiking shoes with me but didn't wear - silly me. It was the best time to put them on and I forgot! The views were amazing. It took my breath away. I just wanted to go on a trail and walk and admire. The weather was just perfect - blue sky, not too hot but warm enough, the sun was there but not too much. We did few trails and there were few more that I'd like to do in the future. But in general I just fall in love with the place. Red anbd green - those are the colours of the Zion Park. We didnt rush ourselves. But of course after few hours it was time to move to the next attraction - Powell Lake. It wasn't far from the park, but because we had started day quite early we wern't up to anything. Just dinner and chilling out in the hotel room. We had plenty time next day to enjoy and do whatever we wanted to.

Dzisiaj pobudka byla dosc wczesnie, bo o 8.33 bylismy w samochodzie gotowi do drogi. Nie do konca wiedzielismy gdzie dokladnie jedziemy. Znaczy wiedzielismy, ze chcemy zobaczyc Zion park, ale nie bylismy pewni gdzie dokladnie znajduje sie wejscie do niego. Oczywiscie amerykanie sie dobrze przygotowali na takie okazje - oznakowania drogowe sa latwe do zrozumienia i bez problemu doprowadza cie do celu podrozy, a dodatkowo na miejscu wyposaza cie w mape i szczegolowe informacje - co i jak i gdzie. I tak tez sie stalo w tym przyppadku. I zakochalam sie od pierwszego wejzenia!! Park Zion jest po prostu cudowny. Czerwien i zielen to kolory tego parku i zestawienie ich jest po prostu prze-boskie. Sam park i dostepne dla turystow tereny moze nie sa ogromne, ale dostarczaja zroznicowane szlaki i atrakcje m.in. zwiedzanie w siodle (chcialam strasznie ale czasu nie bylo i konie jakos tak mizernie wygladaly, ze nie chcialam im wiecej bolu sprawiac). Oczywiscie gorskie butu byly - w samochodzie, wiec znow nie bylam zbytnio przygotowna na wspinaczki. Ale nie powstrzymalo mnie tym razem to - musialam. Widoki byly prze prze przecudne, az nie chcialo sie wierzyc, ze to wszystko stworzyla natura. Opuscilismy park ze smutkiem - ja osobiscie spokojnie moglabym tam spedzic caly tydzien. No ale coz, celem podrozy bylo zobaczyc jak najwiecej a nie jak najdoglebiej. Na pewno wroce! Z niedosytem kierowalismy sie w strone Powell Lake. Ku naszemu zdziwniu, bo jak dotad wszystko bylo dalej niz myslelismy, dotarlismy tam dosc szybko i jeszcze caly wieczor byl do rozplanowania. Najpierw trzeba bylo znalezc nocleg i tak tez uczynilismy. Udalismy sie rowniez na kolacje, ktora byla pyszna i po krotkiej debacie stwierdzilismy, ze odpoczynek i nic nie robienie to to co jest nam teraz potrzebne, a jeziorem bedziemy sie cieszyc nastepnego dnia.










 Powell Lake

Thursday, July 18, 2013

Thursday - Arches National Park

As we stayed not far from the park we didnt rush ourselves in the morning but we didnt have a lie in either. It was really hot that day so when we got there I really didn;t feel like walking. But we did a bit. We did a loop around Window Arches in 100 degrees! To start off was really nice buton the way I was praying for the experience to end. Didn't expect it'd be so hard and SO hot! But then there was more to see and it required more walking. And it was worth it as the views were mind blowing. We would see more as there was more to see but we weren't prepared - not enough water, inappropriate clothing and shoes. And it was hot, like really really hot! So we finished our walk and we were back on the road - to Zion National Park. The scenery changed again to red-green. We did 4000 miles since we started!

Jakoze na noc zatrzymalismy sie blisko parku, rano nie spieszylismy sie z pobudka. Pogoda nam caly czas dopisywala, ale tym razem bylo na prawde goraco. Osobiscie nie chcialo mi sie chodzic, ale widoki byly przepiekne i tym razem trzeba bylo sie ruszyc sie z samochodu by cos zobaczyc. Wiec trzeba bylo sie poswiecic. Pierwszy spacer wokol 'Lukow Okiennych' (window arches) troche mnie dobil, ale bylo tam wiecej do zobaczenia wiec trzeba bylo poswiecic sie troche wiecej. Aczkolwiek bylo tam wiecej do zobaczenia, my nie bylismy na ten upal przygotowani. Nie mielismy wystrczajaco wody i ubrania i buty nie te. Wiec po zakonczeniu naszych spacerow, bylismy znowu w drodze do Zion Park. Tego dnia zrobilismy ponad 4000 miles odkad zaczelismy ta przygode i to nie jest koniec.